Długo zastanawiałem się jak zacząć ten tekst. Ale nie dlatego, że podnieta wywindowała skalę. Dlatego, że to pierwszy raz w moim życiu kiedy zespół, który śledziłem, wielbiłem i się z niego śmiałem został mistrzem kraju. Pierwszy raz jako dorosły, dojrzały facet. Pierwszy raz to przeżywam, odczuwam, analizuję, kalkuluję, chłonę, po prostu się cieszę. I tu też nie chodzi o to, że oooooooo Arsenalik został mistrzem reszta to faje. Bo to Arsenalik był fajami przez lata. I mówię to z pełną odpowiedzialnością. Bo niejednokrotnie zesrał się metr przed kiblem. Bo niejednokrotnie zostały podejmowane dziwne decyzje. Bo trzeba było wejść w buty po Panie trenerze, wizjonerze, wielkim umyśle Papciu Wengerze. Bo trzeba było zacząć od nowa. Bo trzeba było zgrać zespół. Bo to młode chłopaki, którzy mają po 20 lat. I ułożyli to. Stworzyli kolektyw, który dotarł się po latach i spowodował, że wszystkim fanom Arsenalu jest cieplej na serduszku.
Aby wam zwizualizować z jakim zjawiskiem mamy styczność pozwolę sobie tylko wtrącić, że ostatni raz kiedy Arsenal zdobywał mistrza to naszego pięknego kraju nie było jeszcze w UE. A portal, na którym budujemy zasięgi czytaj Facebook dopiero raczkował. Na ulicach Audi 80 było limuzyną, a kurs dolara na początku roku wynosił 4.10. Minimalne wynagrodzenie za pracę w 2004 roku wynosiło 824 zł brutto, a Bartosz Zmarzlik miał 9 lat. Na rynku były Nokie nie Ajfony, a dwa lata później miała miejsce premiera serialu „Ranczo”. Podejrzewam, że Jaroszy z „M jak miłość” jeszcze żył [postać fikcyjna]. Czasy się zmieniły, świat się zmienił, jedno zostało bez zmian – miłość do tych śmierdzących gnojów z północnego Londynu, którzy od lat słynęli ze wspaniałej gry, wizji i sznytu, jednak za to pucharów nie dają.
Przez lata Arsenal był kojarzony ze stajnią, która wypuszcza na świat wspaniałą młodzież, która później rozpycha się na salonach na arenie międzynarodowej. Przez lata ten Klub miał swoją politykę, której się trzymał z ekonomicznych aspektów. Pod tym względem nie ma co psioczyć – takie podejście biznesowe szczególnie w dobie XXI wieku i prowadzeniu takiej firmy jak jeden z największych Klubów piłkarskich (nie piję do tytułów, także nie łapcie za słówka, chodzi mi o to by spojrzeć na klub jak na przedsiębiorstwo) to naprawdę duży plus. Daje ci to płynność, stabilizację, możesz gasić pożary, nie jesteś z miesiąca na miesiąc zadłużany milionami dolarów.
Ale przyszedł czas, nie powiem dzień, powiem czas. Przyszedł czas kiedy te wszystkie piękne sformułowania nie mają już znaczenia bo wyszło słońce. Okej, czekaliśmy na to 22 lata. Ale to czekanie przerodziło się we wspaniałą chwilę, której naprawdę na długo nie zapomnę.
Zapewne widzieliście wideo, które Arsenal wrzucił na swoje social media. Pan Trener, wizjoner, wielki umysł Arsene Wenger użył tam jednego sformułowania:
"You did it. Champions go on when others stop. This is your time. Now, go on and enjoy every moment."
I tutaj należy postawić kropkę. I dział marketingu Arsenalu powinien dostać podwyżkę i możliwość rozmowy z Panem Trenerem, wizjonerem, wielkim umysłem Arsenem Wengerem. I chociaż był to samograj, o który się prosiło by po zdobyciu mistrzostwa nawiązać do starych czasów i byłego Pana Trenera, tak po prostu z kronikarskiego trzeba to powiedzieć na głos – wygrali nie tylko na murawie – wspaniały materiał wideo.
I chociaż długo zastanawiałem się jak zacząć ten tekst by nie streszczać sezonu, by nie powielać tekstów, które już każdy zna i by po prostu nie było nudy… tak nie mam wątpliwości jak mogę go zakończyć. Tymi samymi słowami, które przeczytaliście na wstępie.
Glory. It takes time.
ARSENAL. MISTRZ ANGLII W SEZONIE 2025-26. DZIĘKUJĘ. KOCHAM. POZDRAWIAM. CIESZCIE SIĘ CHWILĄ KANONIERZY. DO USŁYSZENIA 30 MAJA. COYG!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ludzie kochani to brzmi jak sen. Brzmi jak sen z jednego tytułu. Czasy Highbury już dawno minęły. Kanonierom, którzy żyją historią współczuję, sam do takich się zaliczam. Bo ile można przyjmować mokrą szmatę na ryj dla idei przyjmowania. Były lata chwały, dominacji i wielkich nazwisk. Starszym fanom myślę, że tłumaczyć nie trzeba. Pojedynki Wengera z Fergusonem. Ikoniczny już dzisiaj stadion Highbury. Byli The Invincibles i 49 meczów z rzędu bez porażki zahaczając o kolejny sezon. Był Arsene Wenger. Przepraszam, Pan trener, pasjonat, wielki umysł Arsene Wenger. Oczywiście był FA Cup stosunkowo niedawno, ale przez ten okres 22 lat było więcej przebudowy niż podczas powstawania The Emirates. Nigdy więcej Sebastianów Squillacich, nigdy więcej umiejętnego zarządzania długiem, który skupiał się na sprzedaży najlepszych zawodników by spłacać kredyt za stadion, nigdy więcej wynalazków przechodzących z kontuzją jak Kim Kallstrom, nigdy więcej szpitala jak Diaby. Nigdy więcej łatki czwartego miejsca (chociaż to w sumie było już później wręcz przyjemne, bo dookoła cyfry cztery stworzył się lifestyle i DNA Arsenalu – dosłownie). Nigdy kurka rurka więcej. Chociaż życie pisze różne scenariusze. A ten z dnia 19 maja 2026 roku jest wspaniały. Arsenal po 22 latach zostaje mistrzem Anglii. Arsenal po ponad dwóch dekadach wygrywa Premier League. Mikel Arteta i spółka – dzię ku ję. Kocham Was gnoje bo spełniliście marzenie dorosłego faceta, który oglądał tę armatkę na piersi jako gnojek. Glory. It takes time.
- dodano: 20-05-2026
- w kategorii Felietony i kupony