Przejdź do głównej treści

Zapisz się do newlsettera, Otrzymaj -10% ZNIŻKI

Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Gracias Robert.

Na temat Pana piłkarza Lewandowskiego napisałem już chyba wszystko. Z resztą… W dzisiejszych czasach mamy tyle źródeł informacji, mediów opiniotwórczych i kanałów, że niektóre tematy z automatu wyskakują z lodówki i zbiera nam się na rzygi. Ale nie tym razem. Jesteśmy świadkami powolnego zawieszania korków przez największego w tej dyscyplinie sportu z polskim paszportem. I jak ktoś kuma markę już kilka lat, ten doskonale wie, że postać Roberta Lewandowskiego była zawsze bliska serduszku. Bardzo. Stąd też nie dziwi fakt, że w komentarzach pojawiają się wzmianki, że to już nudne. Ale jedno jest pewne. Przez ostatnie 4 lata w stolicy Katalonii nie było nudy. Nie było nudy bo były 3 mistrzostwa Hiszpanii i Król Strzelców w sezonie 22/23. Król Robert Lewandowski.

Gracias Robert.

Cała przygoda z piłką Roberta Lewandowskiego jest jak Zadra w Energylandii. Stoisz przed tym, patrzysz na ludzików jak śmigają z samej góry i masz jedno w głowie – ale gigant. I taka jest kariera naszego rodaka. Nie będę tutaj jej streszczać drogi, szczególnie na arenie międzynarodowej czytaj, Dortmund – Monachium – Barcelona, ponieważ kariery jeszcze nie kończy i na taki felieton przyjdzie czas. Skupmy się na wydarzeniach, które miały miejsce wczoraj na Spotify Camp Nou. Robert Lewandowski oficjalnie kończy piękną, romantyczną przygodę w jednym z największych Klubów na świecie

Król strzelców w sezonie 22/23. 3 michy z Blaugraną. 192 występy, 119 bramek, 24 asysty. Polecam przeczytać to sobie na głos, aby zobaczyć z jaką skalą mamy do czynienia. Lewandowski choć miewał różne chwile w Barcelonie, był od zawsze w elicie. Z jednej strony grał w tej samej lidze co reszta uprawiająca ten wspaniały zawód, z drugiej jednak, chodził po zupełnie innej planecie. To jest inny wymiar dyscypliny. To jest historia, którą piszą najwięksi tego sportu.

Takie pożegnania jak wczoraj mają tylko herosi. Pisałem to na socialach, ale z kronikarskiego należy to powtórzyć, aby wybrzmiało głośno i dosadnie. Najwięksi. Trybuny, które skandują imię i nazwisko. Koledzy z drużyny, którzy podrzucają cię na środku murawy po ostatnim gwizdku. Przemówienie po meczu do kibiców. Przemówienie w ich języku – na to również należy zwrócić uwagę. Robert Lewandowski zawsze, podkreślam zawsze czytaj Niemcy oraz Hiszpania, porozumiewał się na linii piłkarz – kibice w języku pracodawcy. Ogromny szacunek. Tak wiem, to jego praca, ma na to czas, ma możliwości. Spoko, ale żyjemy w turbo super czasach pod wieloma względami, gdzie język dzisiaj nie jest barierą. W sensie… Nie musisz operować językiem obcym, aby się dogadać. Szczególnie w stronę kibiców. No co kogo to interesuje, ma się zgadzać pitos. Ale u Lewego oglądając to z boku uważam, że chodziło o coś więcej. Oczywiście nie dorabiajmy fizyki kwantowej do tego, że mówi po niemiecku czy katalońsku. Ale wiecie o co mi chodzi. Możliwość rozwijania się pod względem języków jest zajebistą rzeczą i jeżeli chociaż jedna osoba po przeczytaniu tego tekstu skupi się na tym, aby przysiąść do podszlifowania bądź nauki języka obcego – to będzie mój największy sukces:)

Wracając. Przemówienie w stronę kibiców. Żona i dzieci na murawie. Na sam koniec wyjście na środek boiska i podziękowania ukłonami w każdą ze stron. Szpaler. Robert Lewandowski zbudował obrazki, które będą wspominać całą rodziną. Nie tylko jego córki, ale i następne pokolenia. Przez lata.

Został legendą Barcelony. Przyszedł z cieplutkiej posady w Bayernie, z którym pewnie dalej by wygrywał wszystko i wyśrubowałby zapewne rekord Bundesligi. Przyszedł do Blaugrany, która była w dołku. Zarówno finansowym jak i sportowym. Przyszedł, wyjaśnił, poukładał, zrobił swoje i odchodzi.

Najważniejszą walutą w życiu jest czas. I nie jest to nic odkrywczego. Żaden dzień się nie powtórzy. Z każdą sekundą jesteśmy coraz starsi. Z każdym kolejnym dniem budujemy swój mały pomnik, doświadczenia, przeżywamy emocje, wzloty i upadki. I w zawodzie piłkarza jest tak samo. Patrzymy na nich przez ten ekranik bądź bezpośrednio ze stadionu na murawę jak na gladiatorów. Bo niewątpliwie są nazwiska, do których należy przypisać ten rzeczownik, aczkolwiek nie zapominajmy, że to też są ludzie. I czasu nawet Pan Lewandowski nie wykiwa. Ale jeżeli ktokolwiek z Was znalazł ten czas i miał możliwości oglądać go na żywo w koszulce Barcelony? Chapeau bas. Macie gotowy materiał na zajebiste wspomnienia i pewnie przeżywaliście chwile, które opowiadacie do dzisiaj. To świadczy tylko o tym, jak wielką postacią w świecie sportu jest RL9.

Robert Lewandowski został pożegnany jak ikona. Nie myślałem, że kiedykolwiek takie emocje będą we mnie pisząc o osobie, której nawet nie znam. Bez przesady przecież to tylko piłkarz. Ale myślę, że nie w tym przypadku. Nie w tym przypadku, ponieważ jest to Polak, który na arenie międzynarodowej robił co mógł i zrobił to najlepiej jak się tylko da, by promować nasz kraj za granicą. Nie w tym przypadku, ponieważ za każdym razem kiedy wychodził na boisko porywał tłumy, śrubował rekordy i robił rzeczy, do których nie byliśmy przyzwyczajeni. Nie w tym przypadku, ponieważ pokazał, że można. Ze Polak po trafi. Bez kompleksów zapisując się na kartach historii dyscypliny sportu, na którą mówimy „piłka nożna”.

Na koniec chciałbym napisać tylko dziękuję. Gracias Robert. Przeszedłeś tę grę.