Przejdź do głównej treści

Zapisz się do newlsettera, Otrzymaj -10% ZNIŻKI

Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

39 dni dookoła piłki. La Furia Roja Campeones!

39 dni. 104 mecze. 308 bramek. Wiele wspaniałych bramek jak chociażby ta Schlejderupa w meczu z Anglią. Tragiczny finał, który był po prostu sportowo słabym widowiskiem. Nie licząc pierwszego w historii piłki nożnej half time show, który również okazał się klapą. Ameryka, marketing, reklama, pieniądze to synonimy. Widzieliśmy to na wielu obrazkach przez ponad miesiąc. Super stadiony, podejrzewam, że logistyka w postaci hoteli i lotów również nie szwankowała. Kontrowersje sędziowskie, Lamine Yamal, który wcale nie był na piedestale jeżeli chodzi o formę sportową, telefony z Białego Domu oraz hydration break. Pewnie o wielu rzeczach oczywistych zapomniałem, ale to chyba naturalne. Szczególnie w przypadku kiedy mówimy o ponad stu spotkaniach na jednym turnieju, który nosi nazwę Mistrzostwa Świata. Hiszpania była piękna. Hiszpania wygrała. Hiszpania jest nieśmiertelna. La Furia Roja, gratulacje, wielkie ukłony, bo graliście jak z nut. Zagraliście futbol totalnie sterylny. Futbol totalny. Futbol kompletny. Futbol, który przed startem turnieju nie był do przewidzenia. Bo przecież nikt przed turniejem nie rozkminiłby, że Mikel Merino będzie wchodził i ładował bramy, czyż nie? No i ten soczysty „fak” rzucony w stronę Gordona. To był naprawdę ciekawy mundial. Zacząłem nawet przeglądać loty. Kierunek chyba prosty – Republika Zielonego Przylądka. Zapraszam do lektury!

39 dni dookoła piłki. La Furia Roja Campeones!

Nie chcę streszczać meczów bo nie ma to sensu. Ale o kilku pozycjach wspomnieć z kronikarskiego należy. Za nami najdłuższy turniej w historii piłki nożnej. 104 spotkania. To naprawdę bardzo dużo. Mecze w nocy i walka z powiekami? Przerabialiśmy to wielokrotnie, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.
Zacznijmy może od Shakiry i jej piosenki, która leciała w kółko przez 39 dni. Fajna sprawa. Nawet na zapętleniu leciała w furze. To są takie małe rzeczy, które po latach kojarzyć nam się będą z danym okresem życia. W tym przypadku „Dai Dai” będzie odnośnikiem do 2026 roku. Na pewno rzeczą, o której trzeba wspomnieć i powiedzieć coś raz, a porządnie to kwestia hydration break. Nie rozumiem, powtarzam nie rozumiem oburzenia, że ktoś zarabia pieniądze na reklamach. To naturalne. Szczególnie w Ameryce, którzy potrafią przemycać produkty i tworzyć przestrzeń reklamową jak nikt inny na świecie. Hydration break jest ok, poza jedną małą rzeczą. Wybija z rytmu. Hamuje grę. Pod tym względem nie podobało się to rozwiązanie, ale ile głów tyle opinii.

Ze smaczków, które należy wymienić to z pewnością fakt, że Argentyna jest pierwszą w historii drużyną, która nie oddała ani jednego strzału w finale Mistrzostw Świata. Więc zacznijmy od tyłu, będzie prościej bo na świeżo. Tragiczny finał w wykonaniu Argentyńczyków. Tragiczny finał pod względem sportowym. Był to po prostu nudy i brudny mecz. Sędzia Slavko Vincic to piłkarski kryminał. Nie wierzę, wróć… nie chcę wierzyć w teorie spiskowe i w faworyzowanie w sporcie szczególnie w dobie dzisiejszych czasów, ale to może wynika z tego, że dalej żyję tą romantyczną piłką, nieważne… Slavko Vincic ciągnął za uszy Argentynę w tak niesmaczny sposób, że nie dało się tego oglądać. Jedno jest pewne, wygrał futbol. I chociaż przed meczem kibicowałem Leo Messiemu by w wieku 39 lat raz jeszcze podniósł to najważniejsze trofeum na świecie, tak chyba tylko Messiemu, a jest to sport drużynowy. Po tym jak Argentyna kasowała młodych chłopaków z Hiszpanii dostałem obrzydzenia jak podczas wizyty na targu rybnym kilka lat temu w Ameryce Południowej. Zbierało się na rzygi. Czym innym jest walka, gryzienie trawy, agresywny styl gry (pozdro Gattuso), a czym innym jest głupota i patologia. I tutaj należy postawić kropkę. Argentyno byłaś po prostu brzydka w tym finale. I chyba gdyby nie geniusz Leo, to wątpię by zameldowaliby się w finale. No i gdyby nie Tuchel, który schował swoją drużynę w bramce.

Przez 39 dni zachwycaliśmy się wspaniałymi nazwiskami. Król strzelców Kylian Mbappe, Leo Messi, Haaland, Harry Kane, Jude Bellingham, Dembele, Oyarzabal, Vinicius Junior, Raul Jimenez, Michael Olise, Brahim Diaz, Schlejderup. Można tak pisać i pisać. Piękne to były bramki. Piękne to były akcje. Wspaniałe ciasteczka serwowane z linii pomocy. Piękny był początek, kiedy w pierwszym meczu Hiszpania zremisowała bezbramkowo z Republiką Zielonego Przylądka. Piękny był mecz Anglii z Chorwacją. Cudna była Japonia, szczególnie w meczu z Holandią. Vozinha na bramce i historia z ilością obserwujących, która przekroczyła dzisiaj 29 milionów. To był naprawdę ciekawy turniej. Jude Bellingham, który pokazał jak w to się gra. Anglicy wierzyłem w was i po cichu nawet myślałem, że będzie ten finał. Miałem też przygotowany moim zdaniem sztos projekt na bawełnę, ale był jeden warunek, który niestety nie został spełniony. Futbol nie wrócił do domu.

Było wiele kontrowersji, jak chociażby czerwona dla Messiego w pierwszych meczach. Niesamowitą rzeczą jest to, że Hiszpania na osiem meczów strzeliła 14 bramek tracąc tylko jedną. Unai Simon top. Cała Hiszpania top. Jak wiosłowanie Norwegów, jak Jurgen Klopp obecny na meczach, jak Thierry Henry łatający dziurki Zlatanowi w studio. Jak Superbet, z którym nawiązałem współpracę przed turniejem i dzięki temu udało się nagrać super spoty ze Sławomirem Peszko – pozdrowienia serdeczne. Był to naprawdę intensywny czas. Działo się dużo. Telewizor był non stop włączony. Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. Teraz chwila przerwy, trzeba naładować akumulatory i przygotowujemy się do powrotu na ligowe podwórka.
Oby nie jak Turcja, bo Ci to nie wiem co zrobili na tym turnieju, chyba nie wyszli z szatni.
Dziękuję za uwagę, a zważywszy na fakt, że dotrwałeś/dotrwałaś do samego końca moich wypocin pragnę podzielić się kodem do wykorzystania na sklepie TJMMNW na -15%.

„TJMMNW-15-OFF”

A… Paredes, ochłoń tam chłopie bo to wstyd pruć się po końcowym gwizdku do małolata. Hiszpanie mistrzami świata. Hiszpanie, ale żeście ekipe zmontowali. Wspaniałą.
Luis de la Fuente wielki szacunek. Stworzyłeś gościu drużynę, która jest raczej poza zasięgiem. Z resztą widać to było na tym turnieju jak odprawialiście Portugalię, Francję, Belgię czy Argentynę. Szacunek. Na koniec powiem chyba mało popularną opinię… Piękny to był turniej. Nie powiem, że nie zapomnę go nigdy, ale sportowo uważam, że się obronił. Również na trybunach, które były pełne.